Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Kategorie: Wszystkie | Książki | Nabytki | Varia
RSS
wtorek, 27 kwietnia 2010

W poszukiwaniu dobrego kryminału człowiek musi się czasem utytłać po łokcie w błotku nijakości i pseudosensacji, zanim wreszcie natrafi na swoją perełkę. „Śpiąca królewna” to niestety ale taka ślepa uliczka – amerykański schemat z domieszką telenoweli i szczyptą lukrowanej posypki.

 

Książka napisana jest tak, by zaoszczędzić pracy późniejszym filmowcom: na wstępie już zamaskowany seryjny morderca i wysportowana blondyneczka, widowiskowe rozprawy sądowe, podróże po malowniczych zakątkach Europy (będzie się ładnie prezentować na ekranie, prawda?), romans młodych i przebojowych (może tak Keanu Reeves i Reese Witherspoon dadzą radę?), w połowie seansu przerwa na zwrot akcji i triumfalne zakończenie spod znaku „hepi endu”. Ku mojej nieopisanej radości (sic!), uczynny wydawca już na okładce nie omieszkał mnie poinformować, że zakończenie zaskoczy, więc bardzo szybko można się domyślić jaki cała historia przybierze finał.

 

Nie było wypieków na twarzy ani gęsiej skórki na plecach, choć autor usilnie próbował potęgować napięcie brutalnością opisów. Spałam dobrze. Może tylko dręczył mnie mały wyrzut sumienia, że tracę czas na takie lektury...

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Zostało zapisane, że pozostanę wierny koszmarowi, który sam wybiorę” (J.Conrad, str 300)*

Marilyn, ponoć zagorzała zwolenniczka terapii freudowskiej, przez całe lata swojej kariery spędziła więcej czasu na kozetkach u różnych psychiatrów niż na planie filmowym: zawzięcie analizowała swoje myśli, motywy kłamstw, przejęzyczenia, skojarzenia, związki, wspomnienia, czytane książki, relacje, role, zdjęcia. Nie ona jedna zresztą. Czasochłonne seanse psychoanalityczne serwowało sobie w tamtym czasie całe Hollywood. Nic zatem dziwnego, że obsługujący gwiazdy „lekarze dusz” wyrastali na gwiazdy między gwiazdami. Pisali własne scenariusze (z Freudem i sławetną kozetką w tle oczywiście), doradzali wybór ról swoim pacjentom, kierowali grą aktorską zza kamery (!) mnożąc w nieskończoność ujęcia, decydowali o kontraktach z wytwórniami, aranżowali obsadę produkcji – jak się okazuje, szare eminencje Los Angeles odcisnęły trwały ślad w historii kinematografii. Śledzimy ten intrygujący mariaż obrazu (kino) i słowa (psychoanaliza) w reżyserii Schneidera, gdzie w rolach głównych pojawiają się: Marilyn Monroe i Ralph Greenson (ostatni terapeuta blond bogini). Jednak dalsza obsada robi nie mniejsze wrażenie: Clark Gable, Billy Wilder, Yves Montand, Jennifer Jones, Laurence Olivier, Vivien Leigh, Truman Capote, Vladimir Nabokov, Arthur Miller, Frank Sinatra, Anna Freud i wielu innych znanych których spamiętać mi się nie udało. Istny korowód wielkich i niezapomnianych potęgujący wrażenie autentyczności tej historii.

 

Książka Schneidera to ani biografia, ani powieść sensu stricte. Krótkie, osadzone w konkretnych miejscach i datach sytuacje, spotkania, wypowiedzi tworzą z czasem mozaikę nabierającą pozorów rzeczywistości. Te literackie poczynania pisarza dają zadziwiające zadowalające efekty: uwierzyłam w jego Marilyn. Nieszczęśliwa, niedojrzała dziewczynka, schwytana w sidła swojego wizerunku seksbomby, otoczona przez bezwzględny świat pozorów i interesowności popada w fatalną spiralę autodestrukcji. Nafaszerowana środkami przeciwbólowymi i nasennymi, nadużywająca alkoholu, oddająca się przygodnie poznanym mężczyznom staje się nieznośna dla swojego otoczenia. Urastając w oczach świata do roli symbolu nieskomplikowanej blondynki, Norma Jeane Mortenson pogrąża się w swoim wewnętrznym chaosie („traumy z dzieciństwa, brak wiary w siebie, obsesyjna potrzeba akceptacji, niezdolność do podtrzymywania więzów bliskości, strach przed porzuceniem...”, str 74)*. Czy jest to rozkapryszona histeryczka i egocentryczka? A może zaburzona w sposób poważny struktura osobowości nadająca się do leczenia klinicznego a nie rozmów o Erosie i Tanatosie w zaciszu gabinetowym? Autor snuje chwilami swoje psychoanalityczne refleksje (nota bene, są to najsłabsze fragmenty w tej książce), ale przytomnie nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Pokazuje ciemną stronę tej tajemniczej kobiety na tle innych, nie mniej rozchwianych psychicznie, osobowości tamtych czasów. Pomysłowo i sugestywnie oddana atmosfera pewnej epoki i ludzi, naprawdę świetna robota (nie dziwi wcale nominacja do Nagrody Goncourtów w 2006 roku).

To takie smutne uzmysłowić sobie, że życie przypomina partię szachów, gdzie jeden fałszywy ruch może nas zmusić do poddania partii, z tą różnicą, że nie mamy żadnej możliwości rozegrać drugiej, żadnych widoków na rewanż” (Z.Freud, str 395)*.

 

* fragmenty książki „Marilyn, ostatnie seanse” Michel Schneider, Kraków, Wyd, Znak, 2008.

środa, 21 kwietnia 2010

Książka doceniania przez krytykę i ogół czytelników to dość rzadkie zjawisko. Tym bardziej warto polecać każdemu wyśmienitą i przystępną w odbiorze literaturę, a taką właśnie stanowi powieść pani Lee "Zabić drozda".

Choć akcja rozgrywa się w latach 30-ych XX wieku w Alabamie, to jej wymowa i przesłanie są aktualne wszędzie i zawsze  tam gdzie są ludzie. Bo niesprawiedliwość i uprzedzenia dotyczą nas wszystkich, choć ich obiekt może się zmieniać w zależności od szerokości geograficznej czy czasów. W ludzkiej naturze leży upraszczanie świata: dystansowanie się od "obcego", ocenianie innych po pozorach, szafowanie wygodnymi etykietkami. Wymaga od nas wysiłku, odwagi i dobrej woli by nie ulec pokusie takiego upraszczania sobie życia, a książka pani Lee przekonuje czytelników, że warto. Bez względu na ponoszone koszty warto, ponieważ "ludzkie sumienie jest jedną z tych rzeczy, które nie poddają się decyzjom większości."

Autorka ukazuje  świat widziany oczami małej dziewczynki czyli istoty jeszcze niewinnej. Zakłamanie i dwulicowość dorosłych to gorzka lekcja dzieciństwa, która budzi gwałtowne emocje nie tylko w samej bohaterce ale i w nas, którzy się temu przyglądamy. Tematyka dyskryminacji rasowej może już nie bulwersuje tak, jak jeszcze trzydzieści czy pięćdziesiąt lat temu, kiedy społeczeństwo amerykańskie spojrzało w lustro swojej hipokryzji i nie miało nic na swoją obronę. Równouprawnienie formalnie jest już ogólnie dostępnym dobrem świata demokratycznego, a jednak dowcipy obcokrajowców o Polakach nas nie bawią, czarnoskóry prezydent wzbudził sensację, a raporty dotyczące zarobków kobiet i mężczyzn na podonych stanowiskach ukazują codzienne realia znacznie odbiegające od tych deklarowanych. Jeśli uznamy, że taki po prostu ten świat już jest, to staniemy po stronie mieszkańców Maycomb, którzy boją się zmian, a swoje uprzywilejowane prawa przedkładają nad własne sumienia i głoszone szumnie deklaracje sprawiedliwości.

Niesamowite w tej książce jest to, jak lekko się czyta rzecz o tak poważnej  tematyce. Miasteczko i jej mieszkańcy bawią nas swoją religijnością na pokaz, imiona upamiętniające wojskowe postaci brzmią patetycznie a przez to i śmiesznie. Atmosfera konserwatywnego Południa jest zarysowana bardzo malowniczo i sugestywnie. Mamy starsze damy, które potrafią się litować nad odległymi plemionami "dzikusów" tylko dlatego, że ich członkowie nie żyją  tak jak one. Przekonanie o tym, iż własny styl życia trzeba narzucać innym dla ich dobra budzi politowanie ale i niepokój (przecież nadal są ludzie wierzący, że tylko oni znają receptę na całe zło i wystarczy dać im władzę...). Barwne osobistości jak choćby dobroduszny sędzia czy redaktor i zarazem właściciel  jedynej lokalnej gazety tworzą ciekawy obraz tej zamkniętej społeczności pełnej nietuzinkowych ludzi, deklarującej głośno swoje przekonania.  "Pochodzenie" mające wyjaśniać dziewczynce układ społeczny tego zakątka świata, okazuje się tylko pustosłowiem, za którym najłatwiej się ukryć dorosłym z ich nieszczerymi intencjami.

Bez obaw - książka nie obciąża czytelnika moralizatorstwem, to tylko moje luźne refleksje tak ciężkostrawnie tutaj brzmią ;) Jest to po prostu świetnie opowiedziana historia o dzieciństwie i dorastaniu, momentami zabawna, momentami smutna, pełna zaskakujących zdarzeń, ciepła rodzinnego i tego nieuchwytnego świata, który już przeminął...

 

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Kwiecień 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Inspirują i mobilizują:
Przeczytane:
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji