Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Siostry Brontë" Ewa Kraskowska

Jeszcze kilka miesięcy temu, każdy polski czytelnik spragniony wiedzy o rodzinie Brontë, której prawdziwe losy fascynują po dziś dzień nie mniej niż stworzona w ich powieściach fikcja, zmuszony był do cierpliwego nawiedzania antykwariatów, zbierania czterolistnych koniczynek w celu wiadomym (czyli przyciągania szczęścia z okolic bliższych i dalszych) oraz ciułania nadwyżek gotówkowych, by móc upragniony obiekt swoich marzeń posiąść w razie zaistnienia dwóch pierwszych okoliczności. W takich to ponurych czasach, nieświadoma zbliżającego się wznowienia książki „Na plebanii w Haworth” Anny Przedpelskiej-Trzeciakowskiej, wiedziona frustracją i głodem wiedzy napotkałam na mej drodze książkę pani Ewy Kraskowskiej „Siostry Brontë” (równie niedostępną co poprzednia, a jednak!). Czy się wahałam? Wcale! Książkę porwałam od razu i poniosłam ku mym włościom, by w zaciszu własnych pokoi oddać się lekturze. Dziś myślę o tych chwilach z nostalgią: zacne to były godziny spędzone w towarzystwie ekscentrycznego rodzeństwa, ich trudnego ojca, a przede wszystkim odizolowanego górskimi wrzosowiskami i zimnego Yorkshire.

 

Legendy mają to do siebie, że rodzą się z braku namacalnych faktów i upiększają zastaną rzeczywistość tak, by wszelkie niewiadome przekuć w inspirujące i wyjątkowe historie. Legenda brontëańska (a taka ponoć istnieje w dalekim świecie) nie różni się zatem od swoich pobratymców. Mamy krańce cywilizacji, za jakie uchodziła plebania na obrzeżach wsi Haworth w dawnym hrabstwie Yorkshire. Rodzina Brontë przybyła tam, by pozostać już na zawsze, czyniąc ten mało gościnny skrawek Anglii punktem docelowym masowych pielgrzymek wielbicieli trzech sióstr: Charlotty, Emily i Anny. To one bowiem spisały swoje opowieści i zapewniły nazwisku (wymyślonemu z potrzeby chwili przez pewnego ambitnego Irlandczyka) nieśmiertelność. Młodziutkie Mary i Elisabeth nie dożyły niestety wieku, by móc choć spróbować dołączyć do tego wybitnego tria, zaś Branwell, jedyny męski potomek, przydał całej tej familijnej historii pikanterii i smaczku. Plebania byłaby przecież dziś bardzo samotnym punktem na trasie turystycznych wypraw, gdyby nie słynny pub Black Bull, gdzie upijał się SAM BRANWELL BRONTE! Nałogi wyniszczające brata odcisnęły co prawda piętno na wrażliwej psychice panien, ale też zapewniły niebywały realizm opisywanym w ich tekstach cierpieniom cielesnym dotykającym bohaterów. Mroczna strona wszelkich legend konserwuje je przecież najsolidniej.

Plebania w Haworth / zdjęcie znalezione w sieci

Jak to się stało, że ojciec przeżył, by pochować wszystkie swoje dzieci i żonę? Dlaczego tak mało tekstów po nich zostało? Skąd pogłoski o przypisywanym Branwellowi autorstwie „Wichrowych Wzgórz” - czy Emily zdolna byłaby do takiego wyrachowania? Dlaczego siostry nie założyły rodzin i nie opuściły nigdy plebanii w Haworth? Jaką rolę odegrał tam ojciec: był wsparciem czy tyranem? Dlaczego Charlotte nie spotkała się z Dickensem? A może chcecie wiedzieć jakie książki czytywało rodzeństwo Brontë w długie jesienne i zimowe wieczory najchętniej? I kto, jako pierwszy autor, ruszył na poszukiwanie informacji o tej nietuzinkowej rodzinie, by zapoczątkować tym samym trwającą po dziś dzień pogoń za ulotną prawdą i duchem tego magnetycznego miejsca? Słyszeliście może o Gondali? I kim byli Acton, Ellis i Curer Bellowie? Dlaczego polski czytelnik nie musi odwiedzać Scarborough? Ile w napisanych przez siostry powieściach jest wątków autobiograficznych, a ile niepewnych epizodów z życia autorek próbuje się odtworzyć na podstawie ich książek? Jak dużo w tym wszystkim jest dziś domysłów i interpretacji, a co można uznać za niepodważalne i udokumentowane fakty? Ewa Kraskowska dzieli się taką wiedzą z czytelnikami. Szkoda, że czyni to dość chłodno, z akademickim zacięciem bym powiedziała, bez chęci zarażania nas swoją pasją. Ot, ciekawe to losy, i na dodatek kobiet, a mam wrażenie, że punktem wyjścia całej tej książki jest nieprzeciętna pozycja sióstr Brontë na tle sytuacji kobiet epoki wiktoriańskiej; zmagania sióstr w celu uznania ich za twórczynie równorzędne każdemu męskiemu autorowi tamtych czasów, to wyśmienity materiał dla badaczki prozy feministycznej. Jakie by jednak pobudki nie kierowały biografką w tym wypadku, książka ta ma swoją niebagatelną wartość na naszym wygłodzonym polskim rynku wydawniczym.

 

Na marginesie dodam, że książka opatrzona jest w notkę bibliograficzną oraz indeks osób, co znacznie ułatwia poszukiwanie konkretnych informacji. Brakowało mi zaś, i to bardzo, jakichkolwiek zdjęć czy portretów bohaterów i miejsc tej ciekawej historii. Internet co prawda obfituje w podobizny domniemane i uznane, jednak przerywanie lektury na takie poszukiwania nie stanowi mojego ulubionego zajęcia.

 

Niezwykłe, utalentowane, tajemnicze. Czas zatarł ślady prozy życia, by pozostawić legendę i niezapomnianą literaturę. Izolacja od londyńskiego świata kultury w prowincjonalnym Haworth wpłynęła z pewnością na rozwój ich wyjątkowych osobowości i wyobraźni twórczej, ale też pozostawiła sekrety tego rodzeństwa na zawsze w kręgu domysłów i dociekań, bez świadków i wspominek. Rodzina Brontë stanowi dziś znaczący rozdział w historii literatury angielskiej. Nadal też trudno uwierzyć, że aż trzy siostry mogą być równie utalentowane i wybitne. Taki przydział zdolności na jeden dom i w jednym czasie urąga przecież wszelkim statystykom!„Siostry Brontë” Ewy Kraskowskiej to rzetelna i ciekawie ujęta biografia trzech angielskich pisarek. Legenda brontëańska, której powstanie i trwanie po dziś dzień zawdzięczamy ubogim materiałom źródłowym, jest w Polsce nadal tematem nieznanym, a wartym przybliżenia. Jak istotne są wątki autobiograficzne i znajomość realiów epoki w powieściach samych sióstr, przekonuje nas sama biografka. Zachęcam zatem do lektury.

 

 

PS. Gdzie ci wydawcy, prawdziwi tacy?! Z siedmiu tytułów składających się na dorobek brytyjskiego rodzeństwa pisarek, zaledwie trzy doczekały się polskich przekładów (mam tu na myśli „Wichrowe Wzgórza”, „Villette” oraz „Dziwne losy Jane Eyre”). Widać 150 lat to zbyt krótki okres czasu, by kanon literacki przedarł się na nasz wybredny i wyrobiony rynek czytelniczy. Powieści „Shirley” i „The Professor” (Charlotte) oraz „The Tenant of Wildefell Hall (Anne) nadal pozostają w sferze mrzonek.

wtorek, 17 sierpnia 2010, maioofka
2010/08/17 23:28:36

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lirael
2010/08/18 07:27:52
Kapitalna recenzja, serdecznie gratuluję! Przeczytałam z zapartym tchem, bo jestem zagorzałą fanką rodzeństwa B.. Na szczęście zaopatrzyłam się już w nową edycję Na plebanii w Haworth. Nie omieszkam też poszukać książki pani Kraskowskiej.
Wielkie dzięki za wspaniały początek dnia!
-
2010/08/18 08:39:27
A okładka nawiązuje do klimatu powieści.
-
kornwalia.mikropolis
2010/08/18 08:45:38
Widzę, że nie tylko ja je uwielbiam :) W. Literackie ma rękę do doskonałych, zachęcających okładek :) Bardzo minie zachęciłaś, na pewno to przeczytam w przyszłości.
-
Gość: czytanki anki, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/18 08:48:16
Wpisuję na swoją listę do przeczytania. Zdjęcie fantastyczne, rewelacyjnie utrzymane w klimacie twórczości sióstr B.
A udało Ci się obejrzeć wiadomy film o siostrach? Ciekawa jestem, czy Ci się podobał.
Faktycznie dziwi brak tłumaczeń na polski, a przecież na pewno znalazłyby się czytelniczki;) Lata temu w tv wyświetlany był serial "Dziwne losy..." i pamiętam, że wyczekiwało się kolejnych odcinków w napięciu, zupełnie jak później w przypadku "Niewolnicy Isaury":) Choć dla mnie te klimaty były wówczas zbyt mroczne i pesymistyczne, ale cóż, dzieckiem jeszcze byłam;)

-
zosik
2010/08/18 09:44:01
Cud miód recenzja. Cieszę się, że napisałaś o książce p. Kraskowskiej, bo warta jest szerszej uwagi. Czytałam ją kilka la temu (w czasach przed blogiem) z ogromną przyjemnością i zapartym tchem.
-
Gość: ultramaryna, 213.134.148.*
2010/08/18 19:17:32
Niedawno z wielką ochotą skorzystałam ze wznowienia "Na plebanii w Haworth", a więc o siostrach Bronte wiem już co nieco. Zresztą to według mnie świetna biografia, czytałam ją z wielkim zainteresowaniem i przyjemnością.
Ale książkę Ewy Kraskowskiej też bardzo chętnie bym upolowała.
-
maioofka
2010/08/18 22:03:14
Lirael,
Serdecznie dziękuję ;)
"Na plebanii w Haworth" zapowiada się na opracowanie dogłębniejsze i pełniejsze, bo też pani Anna Przedpełska-Trzeciakowska przeprowadziła studia w samym Haworth, korzystając z tamtejszych źródeł i zasobów. Tytuł sugeruje też, że przyjęła szerszą perspektywę ujęcia. Pani Kraskowska zaś stworzyła biografię skupioną na pisarkach-kobietach, korzystając przy tym z materiałów dostępnych z drugiej ręki delikatnie mówiąc - zaskoczy pewnie wielu czytelników, że podpiera się w swoich opisach tekstem pani Anny jako źródłem! Ale i tak "Siostry..." stanowią ciekawą lekturę i całkiem wyczerpujące studium biograficzne.

Nutta,
Okładka jest faktycznie udana i na dodatek pasuje jak ulał do aktualnego wystroju mojego bloga - powinna wisieć na stronie głównej na stałe ;)

Kornwalia.mikropolis,
Przyznam ze wstydem, że nie czytałam wszystkich wydanych u nas powieści sióstr pisarek, ale jestem w trakcie zaopatrywania się w materiały konieczne do zmian ;) Książka pani Kraskowskiej narobiła mi apetytu, więc warto kuć żelazo...
-
maioofka
2010/08/18 22:34:44
Czytanki Anki,
Film niestety mnie ominął - wspominałam już chyba, że latem telewizor wysyłam na wczasy ;) Mam nadzieję, że nadarzy się okazja zimową porą, bo jestem teraz bardzo ciekawa wszystkiego, co mogą dopowiedzieć w tym temacie.
A co do wydawnictw: angażują środki i siły w tłumaczenia i wydawnictwa średniej próby czytadeł czy jednorazowych hitów, a szkoda im ruszyć co jakiś czas taką uznaną klasykę? Zaskakują mnie takie poczynania po prostu. Kobieca literatura raczej nie jest jakimś trudnym do sprzedania towarem, zwłaszcza że autorki nie są anonimowe dla Polek. Dla mnie to zagadka :)

Zosik,
Misja społeczna to moja specjalność ;) A książka jest zdecydowanie warta przypomnienia, chociaż brak wznowień działa na jej niekorzyść w tym momencie. Legendarne "Na plebanii..." przejmie w tym roku kolejny rząd dusz, dając poczucie sytości czytelni(cz)kom.

Ultramaryna,
"Na plebanii w Haworth" dopiero przede mną - będzie okazja do porównań Dawida z Goliatem ;)
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji