Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Białe zęby" Zadie Smith

Debiutancka powieść Zadie Smith przebojem wdarła się na literackie salony dokładnie dziesięć lat temu. Czas mijał, a ja przekornie omijałam ją w księgarniach, dumnie ignorowałam wszelkie pochwały sypiące się zewsząd pod jej adresem, buntowniczo kwitowałam całe to zamieszanie „jednorocznym hitem i agresywnym marketingiem”. Upłynęły lata, a „Białe zęby” nadal mi polecano, kolejne dobrze przyjęte publikacje autorki zniweczyły wszelkie teorie o przypadkowym łucie szczęścia, a i mój stosunek do nowości wydawniczych złagodniał nieznacznie. Postarzałam się zatem i przeczytałam.

 

Niestety, ale zamieszanie wokół książki Zadie Smith było i jest jak najbardziej uzasadnione. Przemyślana konstrukcja misternie splecionej fabuły i dopracowani, namacalnie prawdziwi bohaterowie tworzą w efekcie solidną, wielowątkową powieść. Lista poruszanych przez autorkę tematów onieśmiela, a jej dojrzały stosunek do wielu spraw zawstydza – materiał zgromadzony w tej powieści służyć może do długich przemyśleń i licznych dyskusji. Wielokulturowa mieszanka ludzka tworząca pierwszy plan tej historii, staje się punktem wyjścia do poruszenia zagadnień bardzo współczesnych, gorących i ważnych. Kwestie religii i wiary, które mając z założenia jednoczyć, dzielą i alienują. Cywilizacje Zachodu i Wschodu niestrudzenie konfrontowane w poszukiwaniu ostatecznych i definitywnych argumentów o wyższości jednej z nich, umniejszają się tym samym. Kultura i tradycja – ich siła i słabości, na obczyźnie i w ojczyźnie. Asymilacja mniejszości narodowych jako zatracanie siebie albo przystosowanie. Źródła radykalizmu i fanatyzmu... Chyba każda próba takiej wyliczanki skazana jest na porażkę. Autorka kolejnymi epizodami napoczyna następne zagadnienia, otwiera nowe drzwi, zmusza do zmiany perspektywy i spojrzenia pod innym kątem. A czyni to o tyle zgrabnie, że nie zanudza nas dydaktyzmem czy bełkotliwym filozofowaniem, ale sprawnie opowiada dzieje trzech uwikłanych we wzajemne zależności rodzin, z czasem coraz ciaśniej splecionych węzłem wspólnego przeznaczenia.

 

Zaskoczył mnie w tej książce język pisarki: dosadny, bezpośredni, jakby uliczny, a jednak tak umiejętnie okiełznany przez autorkę. Odniosłam wrażenie, że Smith zdołała mowę potoczną podnieść do rangi przekazu czysto literackiego. Czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność: jest lekka w odbiorze, ale bynajmniej nie błaha. Wszelkie mocne akcenty rozmieszczone są w fabule na tyle precyzyjnie i z wyczuciem, by czytelnik nie tracił zainteresowania ani przez moment, ale by podążał za narratorem w tej coraz bardziej zawikłanej historii, czerpiąc przy tym nie małą satysfakcję z odkrywania kolejnych fragmentów panoramy społeczności londyńskiej, odmalowanej z takim rozmachem i barwnością w tej powieści.

 

„Białe zęby” to taka słodko-gorzka pigułka kosmopolitycznego świata w jaki stopniowo zamienia się  'globalna wioska' Ziemia. Humor i ironia autorki osładzają lekturę, ale nie trywializują trudnych tematów. Dla mnie jest to przede wszystkim opowieść o historii ludzi jako pewnym ciągu przyczynowo-skutkowym, gdzie każde następstwo działań to już źródło kolejnych zdarzeń. Gdzie każdy początek to tylko konsekwencja przeszłości, a każde niepozorna nawet okoliczność ma swoje rozwinięcie na osi czasu. Możemy nie dostrzegać takich punktów decydujących z bliska, ale to nie zmienia faktu, że skoro już jesteśmy to tworzymy „jutro” każdym naszym działaniem: świadomym i celowym, w dobrej czy złej wierze, zdając się na los czy zaniechując jakichkolwiek decyzji. Smith przypomina o tym swoją zmyślną historią, gdzie korzenie sięgają coraz dalej wstecz, choć przed bohaterami, jak i przed każdym z nas, jest już tylko przyszłość.  To, co należy do przeszłości, jest prologiem”.

 


wtorek, 10 sierpnia 2010, maioofka
2010/08/10 00:16:48

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
kornwalia.mikropolis
2010/08/10 08:18:20
hej, jeśli było uzasadnione zamieszanie, to dlaczego "niestety"? Mam ją w schowku od dawna, w zeszłym roku jej O pięknie było moim hitem, który pochłonęłam, rzucając życie na 3 dni w kąt. Nie tylko wciągająca, ale też zachwycająca poziomem. Na pewno przeczytam Zęby, zwłaszcza po tym, co napisałaś :)
-
Gość: czytanki anki, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/10 08:54:57
To chyba miało być dowcipne zdanie, mnie akurat ubawiło;)
Chyba właśnie główną zaletą tej książki jest właśnie lekkie i dowcipne podejście do ważnych spraw. Tak ją przynajmniej pamiętam (po 7 latach). Choć z ręką na sercu przyznam, że z ulgą dobrnęłam do końca, zaczynała mnie już lekko męczyć.
-
maioofka
2010/08/10 18:06:57
Kornwalia.mikropolis,
Ano miało być zabawnie, lecz widocznie nie wyszło ;)
"O pięknie" również już zdobyłam i obiecuję sobie nawet więcej, bo i pisarka przecież dojrzalsza z każdym rokiem.

Czytanki Anki,
Ciekawe co ja zapamiętam po takim czasie, ponieważ wszelkie zawikłane fabuły mają ten minus, że szybko wietrzeją ;)
A co do zakończenia, to nie tyle mnie zmęczyło co zaskoczyło jakimś takim nagłym pośpiechem. Moment kulminacyjny jest planowany od początku, to wiadomo, ale zabrakło w nim tego wyczucia wcześniejszych scen, jakiegoś doszlifowania ostatecznego. Co i tak nie zmniejsza wartości całej powieści. Robi wrażenie.
-
Gość: czytanki anki, *.subscribers.sferia.net
2010/08/10 19:05:55
Wstyd się przyznać, ale zakończenia totalnie nie pamiętam:) Jeśli książka wpadnie mi w ręce, może jeszcze raz przeczytam.
A co do Piękna, to podczas lektury niezbyt mi się podobało, ale z perspektywy czasu pomyślałam, że to była jej najlepsza książka. Wydała mi się taka "złożona";) Ale to naturalnie moje subiektywne odczucie:)
-
peek-a-boo
2010/08/10 20:34:11
Mnie juz poczatek tak znużył, że zrezygnowałam z reszty. czytałam za to kilka innych jej ksiązek, ktore uwazam za niezłe choc niezachwycające.
-
maioofka
2010/08/10 21:18:54
Czytanki Anki,
Trudno jest wracać choćby i do najlepszych pozycji, kiedy wokoło nadal tyle nieprzeczytanego ;)
Spotkałam już niepochlebne recenzje "O pięknie", więc tym bardziej ciekawi mnie co też wywołuje tak różne reakcje w tej książce. Ale to za jakiś czas dopiero - wiek XIX mnie nagle pochłonął :)

Peek-a-boo,
Początkowe sceny zaintrygowały mnie i to nie wydarzeniami, ale przede wszystkim stylem narracji. A im dalej w las, robiło się coraz ciekawiej. W tej powieści nic nie jest przypadkowe, a wręcz drobiazgowo rozplanowane i zmontowane. Nie żałuję, że dałam jej szansę w końcu :)
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji