Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Siedem szkiców" Virginia Woolf

Chciałam, by odbyło się to delikatnie i powoli. Nasza znajomość mogłaby rozwijać się niespiesznie, tak by tempo nie zakłóciło intymności odbioru. Miał być czas na analizę wszelkich smaczków, trawienie wyrażeń, delektowanie się jej stylem. Tak brzmiała teoria w mojej prostej główce. Virginia Woolf, której książki kolekcjonuję od pewnego czasu, ale której osoba zbyt onieśmielała mnie do tej pory swoim blaskiem sławy i elitarności, miała zostać odczarowana dzięki praktycznej lekturze jej prozy. Wybór padł na „Siedem szkiców”. Jak naiwnie sądziłam, tak niewielki zbiorek jej tekstów pozwoli posmakować tej głośnej (wyjątkowej, wybitnej, wysublimowanej...) literatury, ale nie przytłoczy mnie, w razie zbyt rozległego geniuszu autorki, swym rozmiarem.

Prztyczek w nos był zaskakujący ale i zasłużony (za to egzaltowane podejście do sprawy chociażby). Otóż trafiłam w moim pięknym, wysnutym z iście pensjonarskim rozmachem, planie na małą przeszkodę: sięgnęłam po książeczkę stanowiącą co prawda cudną gratkę dla oddanych fanów autorki, jednak dla gorliwego acz zupełnie niezorientowanego neofity jak ja, była to kuriozalna przygoda czytelnicza. Już wyjaśniam szczegóły, ku przestrodze!

 

Publikacja „Siedmiu szkiców” była nie lada wydarzeniem literackim dla znawców literatury angielskiej i wielbicieli samej autorki: w roku 1975 czyli 34 lata po śmierci legendarnej Virginii Woolf, światło dzienne ujrzał jej nieznany notatnik, w którym sporządziła kilka zapisków! Dokładnie rzecz ujmując, w roku 1909 (pierwsza jej powieść ukazuje się w 1915) panna Virginia Stephen (niezamężna, niespełniona jeszcze pisarsko) sporządziła kilka szkiców osób i miejsc, z którymi miała akurat styczność. Takie ćwiczenia w literackim fachu, tyle że o charakterze prywatnym jak dziennik. W niniejszym, polskim wydaniu teksty te zajmują dokładnie 15 stron (licząc powierzchnię zapisaną) – Virginia Woolf w siedmiu miniaturowych wprawkach, nie przeznaczonych dla oka czytelnika. Tak to zakradłam się tylną furtką do świata tej fascynującej literatki.

Łatwo zapewne odgadnąć, że omawiana tu książka liczy stron więcej niż wspomniane piętnaście, przypadające w udziale pani Woolf. Wydanie jest poprzedzone osobistym wstępem Doris Lessing (ciekawy, dość niezobowiązujący), opatrzone wprowadzeniem literaturoznawcy i redaktora Davida Bradshawa (okoliczności powstania zapisków, garść informacji z życia pisarki, ogólnie pojęte zarysowanie sytuacji, pewne wstępne wytyczne mające ułatwić lekturę i wzbogacić odbiór), a jakby tego było mało, tekst upstrzony jest mnóstwem przypisów, by na końcu omówić każdy szkic z osobna od nowa i dokładnie. Po takiej dawce informacji, czuję się jak po lekturze „Woolf for dummies”; trudno mi oddzielić te drobne szkice od całej otoczki, w jakiej zostały podane. Z drugiej strony, czy cokolwiek bym z tego spotkania wyniosła bez takiego wsparcia znawców tematu? Pewnie nie.

Niefortunnie dobrałam sobie lekturę, chcąc przeżyć wielkie spotkanie z Virginią Woolf. Ale nie ma też czego żałować – pewniejsza, bo wzbogacona już o pewną wiedzę o tej pisarce i kręgu jej najbliższych (trudno mówić o niej samej, bez uwzględniania Bloomsbury Group jak się okazuje), może w przyszłości więcej zrozumiem z jej pełnowartościowych utworów literackich. Oby taki był cel tej opatrznościowej wpadki. Póki co, nie czuję się w żadnej mierze zdolna ocenić prozy, która wyszła spod pióra autorki, gdyż byłoby to wielkie nadużycie z mojej strony.

czwartek, 29 lipca 2010, maioofka
2010/07/29 22:46:25

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lirael
2010/07/30 07:16:32
Zauważyłam, że od pewnego czasu (premiera "Godzin"?) trwa wydawniczy boom pod hasłem Virginia W. i publikowane są pozycje nie do końca wybitne.
Ja chciałabym zacząć swoją przygodę z twórczością Woolf chyba od "Flusha", który podobno jest bardzo sympatyczny w odbiorze.
-
oriflame89
2010/07/30 13:37:17
a może polecicie mi jakąś książkę pani Woolf bo nie miałam jeszcze przyjemności żadnej przeczytać

ps: zapraszam do mnie :)
-
Gość: czytanki anki, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/07/30 14:59:04
Gratka dla fanów VW - tak właśnie określono książkę w Tygodniku Kulturalnym TV. Nie ma się co zrażać:) Myślę, że dość przyjemnym i łagodnym wprowadzeniem do twórczości VW mogą być opowiadania "Dama w lustrze".
-
maioofka
2010/07/30 17:34:11
Lirael,
Wydaje mi się, że aktualnie 'odkrywanych' jest w Polsce wielu pisarzy, którzy do tej pory nie mieli szczęścia być wydawanymi. Z różnych powodów. W sumie to nastał dobry czas dla polskiego czytelnika, bo spróbować można prawie wszystkiego. Z małymi poślizgami, ale jednak ;)

Oriflame89,
Zdecydowanie za wcześnie bym coś mogła polecać. Może za kilka lat będę miała określone typy do zaoferowania :)

Czytanki Anki,
Wniosek z tego taki, że powinnam najpierw czytać recenzje a potem książki, nie zaś na odwrót ;) Bynajmniej się nie zraziłam, a tylko rozbawiłam swoim nabożnym stosunkiem do nieznanej mi jeszcze pisarki i przewrotnym obrotem spraw. "Damę w lustrze" mam w swoich zbiorach co prawda, ale bardziej skłaniam się ku powieści autorki: "Pokój Jakuba" albo "Pani Dalloway"? I tak skończy się na impulsie i decyzji pod wpływem chwili pewnie :))
-
kornwalia.mikropolis
2010/07/31 09:43:38
Woolf ostatnio się pojawia na blogach i raczej wszyscy tak podchodzą raczej nabożnie do niej, że och, wreszcie i ja posmakuję tego geniuszu ;) A potem czytam post, że na razie to chyba jeszcze nie to, ale będziemy czytać dalej :] I przez to ja się sama strasznie boję zabrać za tę pisarkę! a tak na marginesie to ta okładka bardzo przypomina mi jedno wydanie Zafona Cień wiatru.
-
maioofka
2010/07/31 12:02:36
Woolf uchodzi za pisarkę wybitną i co najważniejsze: w pełni rozumianą i docenianą tylko przez kręgi intelektualne i artystyczne. A któż nie chciałby się do takiego elitarnego klubu dostać? ;)
Na podstawie "Siedmiu szkiców" naprawdę nie można oceniać tej pisarki: to takie jedno/dwustronicowe zapiski (w zaledwie siedmiu odsłonach) z pogranicza dziennika, tyle że zgrabnie ujęte literacko. I z każdej strony mądre głowy od razu dodają, że to nietypowe, młodzieńcze próby, ciekawostka, ale tylko tyle. Po lekturze jej dowolnej powieści powinnam mieć większe pole do popisu jednak ;)
-
Gość: czytanki anki, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/02 13:24:20
Z recenzjami różnie bywa;) Osobiście wolę wyciągnąć średnią z opinii blogowiczów, forumowiczów itp. - oni recenzują od serca i nie z obowiązku;) I niestety te prasowe są często dokładnym streszczeniem, co mnie po prostu dobija.
VW niewątpliwie jest czasem trudna w odbiorze (ile ja się namęczyłam nad "Orlandem";)), ale to w końcu klasyka i choćby dlatego warto po nią sięgnąć. Zresztą Ciebie nie muszę do tego przekonywać;)
-
maioofka
2010/08/07 13:18:41
Czytanki Anki,
Streszczenia fabuły omijam nawet w blogowych opiniach - nie lubię wiedzieć zbyt wiele z góry. Im mniej wiem na początku, tym więcej przyjemności z czytania. A masz rację, że często jedyne do czego się cała recenzja sprowadza, to relacja z treści. Niestety.

Woolf męczy? Właśnie dlatego się jej boję - osoby bardziej oczytane i świadome literackich wartości nie traktują jej lekko, więc co dopiero ja! Ciekawe, ile czasu zabierze mi nabranie odwagi na następne spotkanie ;)
-
Gość: czytanki anki, *.subscribers.sferia.net
2010/08/08 15:36:09
Widzę, że mamy podobne zwyczaje w czytaniu recenzji, także tych blogowych;)
Na tej stronie:
www.online-literature.com/virginia_woolf/
można pobrać sobie 3 powieści VW i kilka opowiadań. Sama zaczęłam kiedyś czytać wydruki Night and Day, ale niestety to nie to samo co prawdziwa książka;(
A po tej miłej pogawędce czuję się zmotywowana odświeżyć znajomość z VW:)
-
maioofka
2010/08/08 15:48:36
Czytanki Anki,
Ja w sumie mam na półce już całkiem pokaźne zapasy twórczości pani Woolf: i "Pokój Jakuba", i "Panią Dalloway" (+oryginał), i "Fale", i "Damę w lustrze", i jeszcze "Lata", i "Do latarni morskiej", a teraz doszedł "Dziennik. Chwile wolności". Dlatego tak bardzo mnie rozbawił mój niefortunny wybór "Szkiców" - mogłam zacząć od prawie każdej jej powieści, a trafiłam na wczesne próbki literackie w mikroskopijnej dawce ;)

A wiesz, że wspomniana przez Ciebie książka "Noc i dzień" ma być wydana w listopadzie 2010 po polsku? Wydawnictwo Literackie już ją zapowiada u siebie na stronie. Triumfalny pochód Virginii Woolf przez polski rynek czytelniczy trwa :)

-
Gość: czytanki anki, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/09 08:38:20
W takim razie b. się cieszę, bo w oryginale ta książka kosztuje w granicach 50-60 zł (zwykłe wydanie Penguina), czego zupełnie nie rozumiem.
Chciałam odruchowo napisać, że masz ogromne ilości dzieł VW, ale właśnie policzyłam swoje i wyszły mi 4 tytuły, w tym przeczytane 1,5;))) A na dodatek ostatnio trafiłam na "Kobiety VW" (jak to brzmi!;) i może dorzucę je do listy;) Muszę zakasać rękawy i brać się do lektury;) Myślę, że jej książki byłyby wdzięcznym tematem dla klubu dyskusyjnego (chodzi mi taki pomysł po głowie) - no dobra, może jedna, bardziej przystępna książka;)
-
maioofka
2010/08/09 21:17:54
Początkowo pewnie polskie wydanie również do tanich nie będzie się zaliczać, ale od czego są promocje ;)

Klub dyskusyjny - świetny pomysł! Chociaż z doświadczenia wiem, że trudno o zdyscyplinowanych chętnych :)
-
Gość: czytanki anki, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/10 08:16:29
Trudno, trudno. Ale miesiąc na przeczytanie wybranej (szeroko dostępnej) książki to nie jest żaden wyczyn, mam nadzieję;) Tyle czasu dają anglojęzyczne klubiki i ten polski skrzyknięty przez forum literackie gazety.pl chyba również.
-
maioofka
2010/08/10 18:14:29
Ja nie oponuję tylko ze smutkiem piszę o własnych doświadczeniach. Bywało, że z kilkuosobowej grupy, tylko ja jedna przeczytałam, a samej dyskutować trudno ;)
Dlatego, jeśli to byłby taki wirtualny klub, to ja się deklaruję z chęcią, tylko nie wiem jak znaleźć innych zdeterminowanych i terminowych :)
-
Gość: czytanki anki, *.subscribers.sferia.net
2010/08/10 19:12:01
Myślę, że np. na Lirael (po jej wakacjach) można by było liczyć, kilkoro innych też by pewnie zgłosiło akces. Trzeba będzie wrócić do tematu jesienią, tymczasem będę podglądać inne takie inicjatywy. Jedna z nich jest na tym blogu:
www.cornflowerbooks.co.uk/ Nie ukrywam, że moja lektura "Posłańca" właśnie stąd wynikła:)
-
maioofka
2010/08/10 21:22:13
To w razie czego, czekam na hasło ;)
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji