Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Obietnica poranka" Romain Gary

Miłość macierzyńska to obietnica, którą życie daje u progu i której nie dotrzymuje nigdy. I z tym niedosytem pozostać trzeba do końca życia. (...) O pierwszym przebłysku świtu przeprowadziło się gruntowne studia nad miłością i dokumentację nosi się ze sobą. Wszędzie, dokąd pójdziemy, nosimy w sobie truciznę porównań i czas mija na oczekiwaniu tego, co już kiedyś otrzymaliśmy.”*

 

„Obietnica poranka” Romain'a Gary'ego to najpiękniejszy literacki hołd złożony matce, jaki miałam okazję czytać. Ta lektura samoistnie zdewaluowała wszystko, co czytałam w ostatnim czasie (miesiącach?latach?). Po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat popłakałam się pod wpływem książki, a nie jestem osobą wylewną z natury. Ale wbrew pozorom, to również jedna z najzabawniejszych rzeczy, jakie przytrafiło mi się czytać – wybuchy śmiechu to gwarantowany skutek uboczny tej przygody czytelniczej.

 

Słodko-gorzka opowieść o własnym życiu, skrzy się od humoru i autoironii, z jaką autor traktuje siebie i świat. Świetlana przyszłość, jaką od najmłodszych lat rysuje przed pisarzem nadopiekuńcza matka, prowadzi do mnóstwa sytuacji tragikomicznych. Tylko dzięki sile jej wiary w nieprzeciętność własnego dziecka, uparcie przemierzają oni Europę początków XX wieku – przez Wilno, Warszawę oraz Niceę do upragnionego Paryża, mekki artystów i dyplomatów (a w mniemaniu matki artysty: centrum świata kultury, ojczyzny duchowej nieprzeciętnych osobistości czyli jej syna również). Brak środków do życia nie zniechęca jej od snucia górnolotnych planów: po kolei chłopiec uczy się gry na skrzypcach, śpiewu, fechtunku, recytacji i tańca. Gdy wszystko zawodzi, w końcu zapadła decyzja:

(...)zdecydowałem się wreszcie na literaturę, ostatnie – jak mi się zdawało – schronienie dla tych wszystkich, którzy nie wiedzą, co z sobą zrobić.”*

Taka ścieżka kariery zobowiązuje oczywiście i, jak każdy wie, najważniejszym jej etapem jest przybranie odpowiedniego nazwiska czyli chwytliwego pseudonimu literackiego godnego co najmniej laureata nagrody Nobla (dla mniejszych zaszczytów nie warto zaczynać w ogóle). Całodzienne wymyślanie odpowiednio brzmiących imion, potrafi zatruć myśli nawet jednostkom nieprzeciętnym. Zwłaszcza, gdy ma się świadomość pewnych smutnych faktów:

(...) znaliśmy doskonale nazwiska, jakich nam było trzeba – niestety, wszystkie już były zajęte. I Goethe, i Szekspir, i Wiktor Hugo. (...) Wiele lat później, kiedy po raz pierwszy usłyszałem przez radio nazwisko generała de Gaulle'a wygłaszającego swój sławny apel do Francuzów, w pierwszej chwili zareagowałem odruchem złości, że nie przyszło mi na myśl to piękne nazwisko piętnaście lat wcześniej (...). Życie jest wybrukowane straconymi okazjami.”*

W takim stylu autor snuje swoją przezabawną historię  własnego życia. A było ono niezwykle ciekawe i obfitujące w niesamowite przypadki. Nie każdy przecież miał w planach zamach na Hitlera! Oddam tutaj znowu głos Gary'emu:

Gazety nic o tym nie wspominały. Nie uratowałem Francji ani świata, tracąc w ten sposób okazję, która może już nigdy się nie powtórzy (sic! - mój przypis własny). (...)wróciłem do Nicei, by (...) spędzić w domu ostatnie tygodnie przed powołaniem mnie do Sił Lotniczych. (...) Matka jednak przyjęła mnie w sposób bardzo dziwny. (...) Z tajemniczą miną ujęła mnie za rękę, (...) przedstawiła mi projekt , jaki sobie ułożyła w związku z moją osobą. Sprawa wyglądała nader prosto: miałem pojechać do Berlina i uratować Francję, a przy tej okazji również cały świat, przez dokonanie zamachu na Hitlera.

Muszę przyznać, że wahałem się przez chwilę.(...) Myśl, że mam natychmiast jechać do Berlina, oczywiście trzecią klasą, by zabić Hitlera, w czasie największych upałów (...) nie uśmiechała mi się. (...) O wiele bardziej odpowiadałoby mi zabicie Hitlera po wakacjach, w październiku. [Matka zmienia w ostatnim momencie zdanie i odwołuje zamach] (...) Tak oto nie zabiłem Hitlera. Jak widać niewiele brakowało”*

 

Choć to autobiografia, to nie ma wątpliwości, że głównym bohaterem tej książki jest matka pisarza. Wbrew wszelkim współczesnym teoriom pedagogicznym i psychologicznym, wychowała ona dobrego człowieka, będąc przy tym nadopiekuńczą, zaborczą, gwałtowną i skłonną do przesady i dramatyzowania. Niezdrowa relacja, którą dosłownie przykuła się do syna, wymusiła na nim wszelkie decyzje życiowe, nie pozostawiła mu żadnych alternatywnych opcji, okazała się na końcu czymś pięknym i inspirującym. Może jednak olbrzymia miłość i bezgraniczna wiara we własne dziecko wystarczy, by ukształtować wartościową osobę?

Pięknie napisana opowieść o matce i synu. O czasach, które minęły, o miejscach, których już nie ma, i o napotkanych ludziach. O miłości silniejszej niż śmierć. Po tej książce już nic nie wydaje się takie samo.

 

 

* „Obietnica poranka” Romain Gary, Kolekcja Gazety Wyborczej, tłum. Jerzy Pański

niedziela, 27 czerwca 2010, maioofka
2010/06/27 16:39:58

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
m.tucha
2010/06/28 13:54:08
Teraz za bardzo mnie nosi na takie książki, bo pozycje, które są ważne i poruszają ważne tematy potrzebują właściwego nastawienie, przynajmniej tak jest u mnie :) Za to na pewno mamie podrzucę tę książkę, już widzę, że to coś dla Niej :)
-
zosik
2010/06/29 00:23:19
Mam! I pewnie przeczytam :-)
Kiedy będzie następny stosik?
-
maioofka
2010/06/29 14:04:32
M.tucha
Sama sądziłam, że to pora tylko na kryminały, ale przy tej książce się odprężałam. Pewnie ten mój płacz tak minorowo brzmi tutaj, ale może to tylko mnie tak złapało? ;) Jest to naprawdę zabawnie opowiedziana historia, a cała głębia i emocje pojawiają się jakby dodatkowo.
Dla mnie to literacka uczta, więc będę namawiać i przekonywać do upadłego :))

Zosik
Koniecznie przeczytaj; myślę, że Ci się spodoba, a pewnie odkryjesz tam więcej ode mnie i chętnie poczytam o tym :)
"Stosiki" mają sezon ogórkowy ;) Ale pewnie w lipcu się zbiorą jeszcze te niedobitki, które kupiłam/upolowałam wcześniej, i co jakiś czas przychodzą teraz. Dzienniki Virginii Woolf były za połowę ceny na przykład! Wakacje bym przepłakała, więc kupiłam :))
-
zosik
2010/06/30 21:09:34
hihi :)
-
peek-a-boo
2010/06/30 22:56:14
Brzmi bardzo smakowcie, przy najblizszych odwiedzinach w bibliotece musze sobie wygrzebac. Jak to miło powrocic do ulubionych blogów i od razu trafic na pokuszenie ;)
-
maioofka
2010/07/03 19:28:55
Peek-a-boo,
Witam po urlopie - teraz moja kolej, ale tylko tydzień póki co :)
Poszukaj "Obietnicy...", bo warto. Sama się zastanawiam, ile powinnam odczekać, by przeczytać raz jeszcze, ale nie odczuć znużenia ;)
-
nikaraguata
2010/07/26 10:39:00
Żal mi teraz bardzo, że tę książkę akurat przegapiłam - a wszystkie z kolekcji GW zbierałam namiętnie.
-
maioofka
2010/07/27 22:25:16
Nikaraguata,
Książka jest nadal do zdobycia na rynku wtórnym tak zwanym :) Także jeszcze nic straconego, a naprawdę jest warta zachodu.
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji