Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Jonathan Strange i pan Norrell" Susanna Clarke

Jak ważny jest wybór lektury odpowiadającej naszym chwilowym potrzebom i nastrojom, odczuć można najdobitniej, gdy taki manewr nam się nie powiedzie. Takie niefortunne karmienie się sznyclem, gdy chciało się tylko przekąsić pomarańczę, potrafi popsuć apetyt, choć wiadomo, że kiedyś wrócą 'dni mięsne' i wtedy znów zatęsknimy za solidnym daniem głównym. Książka pani Clarke okazała się lekturą, jakich szukam w zimowe wieczory, z kubkiem gorącej herbaty w ręku, zatopiona wygodnie w fotelu, przy akompaniamencie wiatru za oknami. Upał czerwcowy nie współgrał z mroczną angielską aurą, jednak powieść ta obroniła się mimo wszystko: swoim literackim poziomem i urokiem salonowych herbatek przy kominku. Solidna dawka angielskiej obyczajowości początków XIX wieku, odmalowana sprawnie i z wyczuciem, przypomina czasy najwspanialszych powieści, które wyszły spod brytyjskich piór. Jej napisanie zajęło autorce 10 lat i nakład włożonej to pracy widać na każdej stronie, dzięki niezwykłej wierności realiom opisywanego świata.

Dużo przyjemności dostarczyła mi praca nad warstwą historyczną powieści, zbieranie danych o epoce, okruchów informacji o tym np. jakich świeczników używano najczęściej w Londynie początków XIX wieku, jakie imiona nadawano koniom czy psom i ile kosztowała podróż z jednego miasta do drugiego.” S. Clarke

 

„Jonathan Strange i pan Norrell” to trzytomowa, opasła powieść, której akcja rozgrywa się na przestrzeni ponad dziesięciu lat w pierwszej połowie XIX wieku. Choć fabuła oparta została na elementach fantastycznych, jakimi niewątpliwie jest magia, to autorka sprawiła, że nie jest to już zajęcie dla przebierańców w pelerynach i niepraktycznie wielkich kapeluszach, ale dziedzina wiedzy godna umysłu tylko kulturalnego dżentelmena. Opowieść staje się pretekstem do roztoczenia panoramy społeczno-obyczajowej ówczesnej Anglii na miarę Dickensa, jednak bez jego tkliwości i dydaktyzmu.

Niespieszne zaznajamianie się z bohaterami tej historii, jest na tyle obszerne, że sama akcja zawiązuje się dopiero tak gdzieś w połowie drugiego tomu! W niczym to jednak nie przeszkadza, ponieważ autorka, z subtelną ironią godną co najmniej następczyni Jane Austen, co i rusz bawi czytelnika angielskim humorem, rozdając prztyczki w nos wszelkim narodowym, ale także i ludzkim, przywarom i śmiesznostkom.

W domu każdego maga należy spodziewać się pewnych osobliwości. Najbardziej osobliwym elementem domostwa pana Norrella był bez wątpienia Childermass (służący)”*(159,II)

Błahe zdarzenia czy dialogi, ujęte w błyskotliwe scenki obyczajowe, nadają powieści charakteru. Atmosfera wytworności i samozadowlenia bawi. Nie przeszkadza to jednak wkradaniu się nastrojów mrocznych – mamy bowiem tutaj do czynienia również z powieścią gotycką! Czarne ptaki, ruiny budowli, żywe lasy, sztandary z ludzkiej skóry, bezludne wrzosowiska – to wszystko przypomina modne ówcześnie historie grozy, które jakżeby inaczej, swój rodowód wywodzą z Wysp Brytyjskich (nawet wspomniana jest autorka dzieł tego typu czyli pani Radcliffe). Elfy znane z angielskiego folkloru, nie są bajkowymi istotkami stworzonymi ku uciesze ludzkości, i właśnie z takich opowieści dzieciństwa utkana jest materia fantastyczna tej powieści.

Co ciekawe, wbrew schematom fantastyki, to nie jest typowa historia walki dobra ze złem, ale rywalizacja rozumu i szaleństwa. Postaci są o tyle wiarygodne i ludzkie, że wykazują wady i zalety, podejmują dobre i złe decyzje. Raz kogoś lubimy, by za chwilę nim pogardzać. Małostkowość czy arogancja to jednak nie jest zło wcielone, ale całkiem powszechna postawa osobista, za którą nie należy od razu zabijać napotkanych delikwentów. Taka nieszablonowość tworzenia bohaterów, wyróżnia książkę pani Clarke spośród innych historii z kręgu fantastyki, co wychodzi jej tylko na korzyść.

Mamy zatem tu pewną grę z czytelnikiem: w formę, nawiązania literackie, schematy gatunkowe. Na dodatek książka zawiera mnóstwo przypisów, ciągnących się czasem całymi stronami, w których to pisarka przybliża czasem księgi magiczne czy opowieści ludowe, albo tylko zasłyszane plotki i notki biograficzne dawnych magów. Brzmi to zupełnie jak dygresje elokwentnego gawędziarza, który od czasu do czasu zbacza z tematu, by zabawić towarzystwo taką lub inną ciekawostką. W niczym to jednak nie zaburza fabuły, która toczy się do przodu niespiesznie i zgrabnie, gdziekolwiek by ją przerwać. Tak zapewne czytano kiedyś powieści w rodzinnym gronie – wzbogacając fragmenty o własne refleksje i uwagi.

 

„Jonathan Strange i pan Norrell” to powieść obyczajowa, ale również powieść historyczna oraz powieść grozy i na końcu powieść fantastyczna. Mam wrażenie, że etykietka „fantasy” sprawia, iż tak świetnie napisaną historię będą omijać czytelnicy nie przepadający za tym gatunkiem. A to olbrzymi błąd i strata. Bowiem tak angielsko-angielskich historii się już dziś za wiele nie pisze, wymagają zbyt wielkiego nakładu pracy i umiejętności pisarskich, zdolnych do podołania formie pastiszu. Pani Clarke stworzyła historię, której bliżej do Thackeray'a niż do Rowling, więc dajcie jej szansę bez względu na gatunkowe uprzedzenia czy upodobania.

 

 

PS. Wraz z Tosią uważamy, że każda DOBRA historia powinna zawierać znaczący wątek o kotach. Pani Clarke ma nadal czas, by poprawić się w przyszłych swoich dziełach ;)

*„Jonathan Strange i pan Norrell” t. I-III, Susanna Clarke, 2004-2005, Wydawnictwo Literackie, Kraków

 

piątek, 25 czerwca 2010, maioofka
2010/06/25 22:35:22

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zosik
2010/06/29 00:22:43
Śliczna Tosia :-) Trochę przypomina z pyszczka moją Figę. W ogóle uwielbiam koty, ale to temat na osobną rozprawę.
-
maioofka
2010/06/29 14:10:19
:) Tosia potrafi być słodka, jak czegoś chce, a tutaj to tylko sprawdzała, co też tak kombinuję z tymi książkami. Cudem aparat złapał ostrość (chyba tylko dlatego, że oczy ma otwarte i było o co "zahaczyć"), bo zazwyczaj to optyka głupieje od takiej czarnej, kudłatej modelki ;)
-
2010/07/21 14:00:48
Coś kiedyś słyszałam o tej autorce, ale to było małe "coś", nie będę ukrywać, że przekonałaś mnie tym argumentem o XIX wieku i dobrze odmalowanej obyczajowości ;)
-
maioofka
2010/07/23 13:57:49
Bsmietanka,
Ta powieść to naprawdę świetnie skrojona historia z epoki. Pomijając wątek fantastyczny, jest angielsko i staroświecko w najlepszym wydaniu :) Polecam, tylko zdecydowanie bardziej powinno pasować na jesień-zimę.
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji