Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Helena w stroju niedbałem czyli królewskie opowieści pana Piecyka" Stefan

Choć na moich półkach pyszni się mnóstwo kolorowych grzbietów wydawnictw całkiem nowych (jak na moje standardy), ja na przekór ich obietnicom sięgnęłam po podniszczoną już i leciwą pozycję z dorobku Wiecha o jakże przewrotnym tytule „Helena w stroju niedbałem czyli królewskie opowieści pana Piecyka”. To moje pierwsze spotkanie z „Homerem warszawskiej ulicy i warszawskiego języka” czyli Stefanem Wiecheckim ochrzczonym tak entuzjastycznie przez Twuima. A skoro Tuwim lubił, to była tylko kwestia czasu kiedy i ja POLUBIĘ!

 

Barwny bohater tej książki to pan Teofil Piecyk, który choć nie jest profesorem, to historię Polski zna na wyrywki, a nawet potrafi tu i tam dodać coś od siebie. A że żyje na tym świecie dłużej od nas, to i lepiej pamięta „dawne czasy”, oczywiste prawda? W kilku krótkich i przezabawnych rozdziałach rozprawia się on z polskimi królami: od Piastuszkiewiczów po Stasia Augusta. Z werwą i humorem przypomina sylwetki władców, charakteryzując wszystkich w dosadnych anegdotkach. I bez obaw, nie ma tu wcale dat czy nazwisk, które tak skutecznie zniechęcają wielu do wszystkiego co „historyczne”. Tak po prawdzie, to poznajemy przede wszystkim dziarskiego warszawiaka i jego bardzo subiektywną ocenę zdarzeń.

 

Jest zatem i Bolesław Wstydliwy, któremu za żonę dano Św. Kingę, bo tylko „Święta z nim chyba wytrzyma”. Mamy też niezbyt rozrzutnych krakowian (sic!), którzy pozbyli się smoka ze względów czysto ekonomicznych (za dużo biedak baraniny na ich koszt spożywał). Co król, to nowa dykteryjka podana soczystą gwarą warszawską. Życiowo i praktycznie na każdym kroku. Koloryt języka i osobowości Piecyka-wykładowcy nadaje całej historii niedzisiejszy, ale jakże swojski klimat.

 

Niefrasobliwa zabawa z historią Polski okazała się lekturą przyjemną i lekką. Jest zabawnie i z ikrą, pan Piecyk może powiedziałby że „byczo”? Zachwyca bogactwo językowych ubarwień i „przeróbek”. Czułam atmosferę międzywojennych kabaretów czyli tego niepowtarzalnego eleganckiego humoru w rubasznym wykonaniu nietuzinkowych postaci. Pewnie nie trzeba nawet zachwalać „Heleny w stroju niedbałem...” , bo to przecież klasyka rodzimej literatury humorystycznej, ale jeśli macie nadal wątpliwości, to rozwiejcie je tą lekturą po prostu.

sobota, 12 czerwca 2010, maioofka
2010/06/12 12:42:43

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
m.tucha
2010/06/12 13:42:31
ale fajna książka!
Tylko gdzie ja ją dorwę :)
-
zosik
2010/06/12 22:15:09
Maioofce się zachciało :-)
I książkę fajną opisała. trzeba będzie dodać do tej wciąż wydłużającej się listy ;-)
-
maioofka
2010/06/13 12:50:46
M.tucha
Książka i autor mieli swego czasu mnóstwo wydań, więc i biblioteki i antykwariaty na pewno posiadają po kilka egzemplarzy :)

Zosik
Chcieć to się nie bardzo chciało - instynkt samozachowawczy kazał działać, póki jeszcze pamiętam wrażenia z lektury, a nie tylko treść ;)
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji