Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" Mary Ann Shaffer, Annie Barrows

Ładna okładka obiecywała wiele. Przyjemnie elastyczny blok książki współpracował ze mną wspaniale. Mogłabym sobie tak siedzieć i podziwiać i wyginać i podziwiać tą książkę prawie bez końca. Jednak zdecydowałam się także przeczytać historię, którą tak obiecująco opakowano. I była to opowieść PRZYJEMNA. I nic ponadto.

 

Książka napisana jest w formie listów, które mają nadać jej charakter „dawnych lat”. Nie mam nic przeciwko epistolografii, jednak kiedy koresponduje kilka osób, a każda ma identyczny styl i słownictwo, to jednak taki zabieg literacki wypada dość blado. Dalszą konsekwencją takiego podobieństwa językowego jest bardzo powierzchowne i nieciekawe zarysowanie postaci. Schematycznie rozdzielone, między jednowymiarowych bohaterów, cechy szczególne tak zwane, tworzą „milutką” zgraję dziwaków o złotych sercach (jakże by inaczej!). Nie uwierzyłam autorkom ani przez chwilę. Czułam się jak na balu przebierańców, gdzie wszyscy stroją minki by ładnie wypaść na zdjęciach z tej imprezy. Zabrakło życia i naturalności.

 

Akcja książki co prawda rozgrywa się już po drugiej wojnie światowej, jednak to wspomnienia o latach okupacji normandzkiej wyspy Guernsey tworzą tutaj zasadniczą fabułę. Takie gorzkie i dramatyczne przeżycia powinny zrównoważyć landrynkową formułę tej historii, jednak nic z tego. Są one jakby wyjęte z innej bajki i wklejone do naszej opowieści, chyba tylko po to by uzasadnić wzruszające scenki rodzajowe. Miałam wrażenie, że trauma wojny została potraktowana w tej książce przedmiotowo, bez wyczucia. Nie lubię epatowania cierpieniem przed nosem czytelnika, tylko po to by pograć mu na uczuciach. I nie przeszkadza mi tu sam pomysł autorek, ale jego nieumiejętne wykonanie.

 

Nie tylko marudzenie mi w głowie, więc dodam uczciwie, że „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” czytało się lekko i szybko. Fabuła ocierała się o ulubiony temat czytelników czyli o czytanie książek (ale szczerze mówiąc, to więcej tam mowy o tym czytaniu niż samego treściwego nawiązywania do książek jako takich), obłaskawiła spragnionych optymizmu odbiorców szczęśliwymi zbiegami okoliczności, wzajemnymi miłościami i zachodami słońca w pięknych okolicznościach przyrody. O tym, że Wyspy Normandzkie są naprawdę urodziwe przekonywać nie trzeba, jednak i tutaj pisarki zamiast pozostawić tym surowym krajobrazom naturalny urok, musiały polukrować swoje widoczki. I po co? Drugich Wichrowych Wzgórz tym sposobem nie stworzyły...

 

Rozczarowałam się tą książką niestety, jednak możliwe, że nie jestem docelowym odbiorcą takich sentymentalnych i „cieplutkich” historyjek. Ale trochę żałuję, bo mogła z tego powstać naprawdę dobra książka. A tak, jest tylko przyjemnie. I ckliwie. I sztucznie wyidealizowanie. Ale PRZYJEMNIE :)

piątek, 21 maja 2010, maioofka
2010/05/21 16:52:45

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/05/21 19:13:57
jest cienka granica między ujutną miłą historią, a ckliwym powieścidlem. Nie czytalam, jeszcze nie wiem, a moze nie siegnę, tylko sobie film obejrzę, podobno jest? Kurczę, nigdy nie wiem, co jest napisane na tych obrazkach do przepisania, kody mam na mysli, to zero, czy d???
-
zosik
2010/05/21 19:33:37
Wszyscy to teraz czytają. Czyżby kolejny blogowy hit? Ale ja podziękuję jednak. Coraz mniej lubię takie ckliwe powieścidła. Kiedyś miałam do nich więcej cierpliwości, a teraz szkoda czasu. Wolę kryminały :-) Przy okazji czekam na recenzję "Rzeczy pierwszych", które zapewne jak wiesz podobały mi się i kojarzyły z obrazami Chagalla.
-
m.tucha
2010/05/21 21:40:54
Zakupiłam, czeka na półce, ale nie mam żadnych oczekiwań :) I mam słabość do książek o książkach :)
-
kornwalia.mikropolis
2010/05/22 17:51:34
Ooo, dla mnie sam tytuł jest dyskwalifikujący ;) Wiem, to straszne, pewnie jestem uprzedzona, ale Twoja recenzja mnie upewnia, że to nie dla mnie :]
Zgadzam się co do tych na kodów na bloxie, trudno je przeczytać, więc może mam coś z bota.
-
maioofka
2010/05/22 19:41:28
Kasia.eire,
Sama miewam kłopoty z kodami z obrazka :) Obawiam się jednak, że bez nich pojawiłby się spam. Jak to wygląda u Was?
A książkę każdy odbierze po swojemu, ale ja czytałam już lepsze czytadła (bo one też mogą być dobre i nie zamierzam traktować ich ulgowo!).

Zosik,
Też właśnie zauważyłam, że pojawiło sporo świeżych recenzji tej książki - promocja robi swoje :) Zwłaszcza, że wiele z tych opinii jest utrzymanych w tonie pochwalnym, co potęguje całe zjawisko.
Przeskok jakościowy od "Stowarzyszenia..." do "Rzeczy pierwszych" jest niesamowity. Dla odmiany nie będę przynajmniej musiała narzekać ;) Twoją recenzję sobie przeczytam dopiero po napisaniu własnej, żeby nie popaść w kompleksy.

M.tucha,
Widziałam stosik :) Wiele osób chwali ten tytuł, więc myślę że sam zakup to już jakieś oczekiwania do książki.

Kornwalia,
Podczytując sobie opinie innych czytelników zauważyłam, że ten przydługi tytuł właśnie się powszechnie podoba. Ale oddaje charakter książki - ma być zabawnie i intrygująco z założenia. Niestety to taki łopatologicznie serwowany humor.

Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji