Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Rzeczy pierwsze" Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Jestem zaskoczona – ogromnie i pozytywnie. Polski pisarz, a tak potrafi! Nie wiem niby czemu nasi rodzimi literaci mieliby być w tym względzie jakkolwiek ułomni, ale faktem jest, że do tej pory raczej mnie zniechęcali miast pociągać. Tym większą niespodzianką okazała się książka „Rzeczy pierwsze” Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, która trafiła do mnie bez specjalnych oczekiwań, a okazała się przysmakiem literackim najwyższej klasy.

 

Od pierwszej strony autor mruga do nas łobuzersko, obiecując, coś jakby nieskromnie, powieść prawdziwą z „misternie powiązanymi wątkami”. Czytelnika czeka jednak coś o wiele lepszego: opis rzeczywistości udekorowanej barwnością twórczego polotu artysty. Jest zabawnie i lekko, miejscami niezwykle absurdalnie, a czasem smutno i gorzko, by za chwilę zaskoczyć znowu dawką czarnego humoru. Każda historia wydaje się realna, ale tylko do chwili, gdy nabiera jakiejś magii i zupełnie groteskowych kształtów. O dziwo, taka mieszanka jest nie tylko strawna, ale naprawdę piękna i fascynująca. I najważniejsze, że czyta się całość wspaniale. Autor ma niebywałe wyczucie języka, zapomina się o samych słowach, jakby rozpędzony tekst ubiegał tylko nasze wspólne myśli i pojawiające się w trakcie lektury obrazy. Cała liryczność ukryta jest w prostocie zdań.

 

Choć książka ta ma stanowić niejako autobiografię, jednak nie jest to twór dedykowany, jak to bywa z tego rodzaju literaturą, tylko oddanym wielbicielom pisarza. Raczej określiłabym to jako kreatywną wersję możliwego życiorysu. To literatura drogi, podróż pewnego życia: obraz miasteczka polskiego z lat młodzieńczych, opisy emigracyjnych wypraw za pracą i płacą, portrety ludzi napotykanych i mijanych, wspomnienia czasów i miejsc dawnych ale nadal istotnych. Dynamika przeplatających się historii nie pozwala na nudę. Pojawia się podskórna nostalgia za tym co było, a równocześnie zaskakuje fantazja, z jaką postrzegać można losy własne i bliskich. Autor zaś beztrosko kpi sobie z „prawdy, całej prawdy i tylko prawdy” - rzeczy ważne są takimi, jak je odbieramy i przechowujemy w naszych umysłach.

 

„Rzeczy pierwsze” to niestety proza niewielka objętościowo, więc pozostawić może pewien niedosyt. Jednak ta powściągliwość i umiejętność selekcji materiału wyjściowego, jakim jest tutaj życie, i to wzbogacone szaloną wyobraźnią autora, świadczy tym bardziej o kunszcie pisarskim. Nie dostajemy do naszych rąk bezrefleksyjnego lania wody o niczym, a jedynie wyważony, barwny oraz trafnie skomponowany i skrojony tekst. Nie przegapcie, bo właśnie dla takich książek warto czytać!

niedziela, 23 maja 2010, maioofka
2010/05/23 22:13:29

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zosik
2010/05/24 17:49:30
A nie mówiłam :P
-
m.tucha
2010/05/25 00:26:24
Po takiej recenzji chyba nie ma wyjścia-wpisuję na listę!
-
maioofka
2010/05/25 15:32:56
Zosik,
Mówiłaś, mówiłaś :) Ale we mnie siedzą jakieś obawy przed współczesną polską prozą - za ambitna dla takich amatorów jak ja. Na szczęście Klimko-Dobrzaniecki napisał na tyle barwnie i zabawnie, że zapomniałam że "to polskie właśnie"! ;)

M.tucha,
Naprawdę warto dać szansę autorowi - ja już zaczęłam polowanie z nagonką na jego wcześniejsze książki ;))
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji