Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Krótka historia pewnego żartu" Stefan Chwin

Do dziś dnia pamiętam zimną i szarą jesień, gdy zauroczona czytałam „Dolinę Issy” Miłosza. Potem było lato z Konwickim i jego wileńskie korzenie, gdy pojęcie „małej ojczyzny” nabrało już pełniejszych kształtów. W poszukiwaniu takich niespiesznych wspomnień, niedzisiejszych miejsc, smaków i zapachów pozostających w człowieku na całe życie sięgnęłam po „Krótka historię pewnego żartu” Chwina.

Książka ta jednak nie uwiodła mnie swoim klimatem dzieciństwa czy epoki. Co prawda nie było to jakieś traumatyczne przeżycie w moim czytelniczym życiorysie, jednak męczyłam się dość szybko gęstym i poetyckim tekstem, dozowałam sobie rozdziały a często tylko fragmenty i trwało to tak trzy miesiące! Możliwe, że najsilniej uwierała mnie świadomość, że jest to literatura dobra i ceniona, zaś ja nie potrafiłam się nią cieszyć.

Autor przeżywa na kartach tej książki swoje dorastanie w powojennym Gdańsku Oliwie – próbuje przywoływać swoje młodzieńcze myśli, uczucia, zachwyty, niepewności. Długie opisy drobnych nawet zdarzeń czy, zdawałoby się, nieważnych okoliczności topograficznych, przybierają u Chwina rozmiary sporych rozpraw przesyconych wrażeniami chwili i dryfującymi fantazjami w świat skojarzeń. Dom i rodzina w początkach polskiego socjalizmu stanowią tutaj punkt odniesienia dla tego co się rozgrywa wokoło – taka konfrontacja światów wewnętrznego i zewnętrznego rodzi pytania i wątpliwości. Poniemieckie ulice, sklepy i wraki przypominają o tym co było. Pierwszomajowe pochody obiecują jasną przyszłość. Miasto z zagmatwaną historią pobudza do refleksji, jednak odpowiedzi jakie poddawała autorowi rzeczywistość, nie rozjaśniały wcale obrazu tego zastanego już świata sprzeczności i niedomówień.

 

Pewne kwestie Chwin naświetlił w sposób nietypowy ale i niezapomniany. Jakby malował słowem, utrwalał obrazy. Wiele miejsca zajmują procesy klarowania się prywatnych pojęć, budowania własnej mapy skojarzeń i poglądów. Często zmusza czytelników do wspólnego myślenia:

Ale kiedyś Babcia powiedziała, że jak „oni” szli Marszałkowską albo Alejami Ujazdowskimi, to niektórzy byli nawet bardzo przystojni i bardzo im pasowały te mundury, chociaż czarne. Bo byli blondynami i czarny kolor dobrze do nich pasował.

Piękny gestapowiec?(...)

Więc piękno tam też istniało?(...)

Teraz piękno okazywało się krnąbrne: rozpraszało się wszędzie jak mgła, nie liczyło się zupełnie z dobrem. Mogło mieszkać w kolorze biało-czerwonym, ale mogło też mieszkać w czarnym gotyku (...)”*

 

„Krótka historia pewnego żartu” to na pewno książka warta uwagi. Unikatowy obraz codzienności w epoce stalinowskiej, wciąż silnie przesyconej wspomnieniem Hitlera i ostatniej wojny światowej z punktu widzenia jednostki dość niezwykłej, bo poszukującego jakiejś uniwersalnej i solidnej prawdy chłopca. Trudno mi wyjaśnić, czemu tak ciężko znosiłam rozbudowane i wnikliwe opisy przydające tekstowi liryczności. Może nie każda dobra książka musi być 'mila i przyjemna' w odbiorze? Może...

 

*”Krótka historia pewnego żartu” Stefan Chwin, Oficyna Literacka, Kraków, 1991, str. 95-97

wtorek, 18 maja 2010, maioofka
2010/05/18 21:45:28

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: czytanki anki, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/05/19 14:33:07
A mój egzemplarz czeka i czeka;) Może wreszcie sięgnę.
-
zosik
2010/05/19 15:03:51
Ja z Chwinem mam pewien problem. Dwa razy robiłam podchody do Hanemanna i dwa razy kończyło się niczym po jakiś 30-40 stronach. , ale myślę, że dam mu jeszcze jedną szansę, bo ta powieść bardzo mnie intryguje, Poszukam sobie tylko lepszego wydania, bo moje ma mikroskopijną czcionkę, która nie ułatwia zadania.
-
maioofka
2010/05/19 20:01:02
Czytanki Anki,
Dla mnie ta lektura nie była łatwa, więc może to jedna z tych wymagających książek, z którymi trzeba utrafić w odpowiedni czas i nastrój. W każdym razie będę czekać na Twoją recenzję :)


Zosik,
"Hanemann" wciąż przede mną, ale pewnie trochę potrwa zanim nabiorę sił i ochoty na kolejną porcję Chwina ;)
-
Gość: czytanki anki, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/05/21 10:54:01
Hm, Hanemann był dla mnie b. przyjemną lekturą, choć jest melancholijny i niezbyt optymistyczny. Autor ujmująco pisze o przedmiotach. Reszta również jest świetna. Literatura jak najbardziej piękna;)
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji