Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Kraina traw" Mitch Cullin

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co siedzi w głowie pisarza, który kreuje makabryczną wizję samotnego dzieciństwa – strach pomyśleć. Choć książka ta bywa w recenzjach porównywana do „Alicji w Krainie Czarów” to zdecydowanie nie polecałabym jej lektury dzieciom. Opowieść Cullina nie jest magiczną fantazją utkaną z bujnej materii bajek i beztroskich zabaw, ale raczej drastycznym zderzeniem okrutnej rzeczywistości ze spragnioną bliskości, zaniedbaną dziewczynką.

 

Odludzie Teksasu, opuszczony od lat dom a wokoło tylko bujnie porosłe chaszcze. Surrealistyczny krajobraz w ostrym słońcu południa Stanów wzmacnia poczucie wyobcowania i nierealności w jakich porusza się bohaterka „Krainy traw”. Jelize-Rose, mimo swoich jedenastu lat i traumatycznej historii rodzinnej, pozbawiona jakiejkolwiek alternatywy zdrow(sz)ych środowisk społecznych (choćby szkoła), nie jest - tak popularną w literaturze - dojrzałą nad wiek i rezolutną osóbką. Poznajemy zagubione dziecko uwięzione w świecie własnej wyobraźni wykarmionej brutalnością, oziębłością i skrajnym zaniedbaniem.

 

Oswajanie groźnego świata bez pomocy dorosłych, którzy w zwykłych warunkach służą wyjaśnieniem i pewną weryfikacją nowych doświadczeń, zaciera wszelkie granice między rzeczywistością a wewnętrzną krainą fantazji dziecięcej. Brak standardowych ocen moralnych, są tylko instynktowne potrzeby oraz głęboko zakorzeniony i podsycany strach przed nieznanym. Łatwo wejść do krainy przeżyć Jelizy-Rose, ponieważ autor nie demonizuje na siłę, zachowuje proporcje zdarzeń, urzeka poetyką dzikiego i surowego krajobrazu Teksasu (podobnie jak w "Wichrowych Wzgórzach", przyroda nie stanowi tylko dekoracyjnej scenografii ale aktywnie wpływa na bohaterów, kreuje emocje, jest odzwierciedleniem pewnych stanów psychicznych) . Ale prawdziwe przerażenie budzą dopiero realni ludzie i ich szaleństwo w konfrontacji z naiwnością niedojrzałej bohaterki, gotowej zakceptować każdy scenariusz świata. Okrutna wizja autora, gdzie pomieszanie urojeń i ludzkich degeneracji jest wstrząsające ze względu na swoją dziwną realność.

 

Potrzeba akceptacji i miłości w wydaniu mrocznym i bezwzględnym – o tym jest ta książka. Napisana z ogromnym wyczuciem słowa i nastroju, wciąga i nie pozostawia obojętnym. Atmosfera grozy nie przysłania warstwy psychologicznej a tylko ją pogłębia. Balansowanie na granicy tak różnych emocji jak lęk, odraza, śmiech czy smutek sprawia, że książka nie nuży, ale z każdą kolejną stroną zaskakuje i pochłania.

I na koniec jeszcze: opowieści o tak niejednoznacznym ładunku treściowym, przed każdym otwierają własną drogę odbioru i zrozumienia. Ciekawa jestem wrażeń innych osób po tej lekturze.

 

sobota, 01 maja 2010, maioofka
2010/05/01 15:34:04

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lirael
2010/05/01 17:57:17
Już ten wiewióro-rekin na okładce zapowiada niepokojącą lekturę.
Po przeczytaniu Twojej recenzji dodaję tę pozycję do listy książek poszukiwanych. Lubię opowieści, w których narratorem jest wrażliwe dziecko.
-
2010/05/01 20:37:34
Polecam z Cusslera "Wydobyć Titanica", "Saharę" i "Złoto Inków". ale reszta tez jest super
-
peek-a-boo
2010/05/02 00:40:40
No mnie sie nie udało przez całosc przebrnac. ksiazka była miejscami zbyt obrzydliwa jak na moją obrazową wyobraznie czytelniczą. A porównania do Alicji wlasnie kompletnie nie mogłam pojąc. Dwie zupelnie odmienne bohaterki dwa zupelnie odmienne światy, co za głupek wymyslil taką analogie i na jakiej podstawie?
-
maioofka
2010/05/02 12:07:43
Lirael,
Zdecydowanie warto przeczytać. A okładka wyjątkowo nawiązuje do treści - wielbiciele wiewiórek powinni jednak wykazać się silnymi nerwami ;)

Madziaaa26,
Jak już pisałam - przeczytam jak gdzieś natrafi się ten autor. Margolin też była takim "wypełniaczem" paczki z Allegro ;)

Peek-a-boo,
Mnie trudno zarówno rozczulić jak i zniesmaczyć, stąd ta lektura nie była męczarnią a jedynie dziwnie mroczną odsłoną świata. Ciekawą bo tak inną. Cullin spokojnie, prawie lirycznie, zarysował makabryczne wydarzenia - literacka uczta jak dla mnie :)
Porównania do "Alicji..." nasunął pewnie sam autor poprzez rojenia dziewczynki po tym jak jej Klasyczna wpadła do dziury czy kiedy odkrywa wejście na strych - wydawcy zapomnieli tylko dodać, że to nie jest wiktoriański świat ożywionych zabawek, ale okrutnie wypaczona wyobraźnia dziecka wyrosłego (o wychowaniu chyba w tym przypadku nie powinno się wspominać, bo go nie było) w patologicznym otoczeniu. Oby żadne dziecko nie usłyszało tej historii na dobranoc!
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji