Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Dama kameliowa" Alexandre Dumas

Wielką fanką literatury francuskiej nigdy nie byłam, jednak po lekturze „Niebezpiecznych związków” Laclos'a moja krytyczna ocena straciła dużo ze swej stanowczości. W ramach mojej prywatnej krucjaty mającej na celu rehabilitację pisarzy francuskich sięgnęłam po kolejną pozycję klasyczną czyli pana Dumas i jego „Damę Kameliową”.

 

Eksperyment ten trwał kilka dni i niestety, ale Francuz Francuzowi nie równy jak się okazuje (i żadna rewolucja na to chyba nie poradzi). O ile Laclos bawił mnie swoimi bohaterami, błyskotliwą grą słów budował namiętności i emocje, to Dumas serwuje zaledwie ckliwy romans pełen westchnień, darcia szat i bladych wynurzeń. Na domiar złego pisarz nie omieszkał także wzbogacić tej historii o swoje własne odautorskie pouczenia i wzniosłe myśli z dziedziny życia i wszelkich okoliczności mu towarzyszących. Jakby egzaltowane dialogi i (niestety!) monologi także nie były już dość pompatyczne i płaczliwe. Oto mała próbka tego sentymentalnego stylu:

...oczy tej kobiety migotały raz po raz błyskami pragnień, których wyładowanie byłoby cudownym objawieniem dla tego, kogo chciałaby pokochać.”


Sama historia oczywiście ma wzruszać: wielka miłość, a na jej drodze okrutne ludzkie języki i konwenanse. Co ciekawe, większość romantycznych scenek zaczyna się lub kończy wątkiem finansowym. Poznajemy więc ówczesne stawki utrzymania kobiety, wynajęcia domu czy też systemu dochodów i rent warstw uprzywilejowanych. Jak na opowieść o uczuciach, całkiem więc sporo prozy życia zakrada się w te miłosne wyznania i obietnice. Jeśli jednak zabieg ten miał podkreślić profesję jaką parała się Małgorzata Gautier, to nie był to zbyt subtelnie wpleciony w fabułę element charakteryzacji. Kurtyzana ówczesna przypominała bardziej dzisiejsze utrzymanki tak zwane niż kobiety lekkich obyczajów – najmodniej ubrane, regularnie gościły w lożach operowych i na przyjęciach, nie mając w zwyczaju wystawiać się na widok publiczny przy drogach. Obyczajowość danych czasów nie zmienia chyba istoty zjawisk a tylko nazewnictwo – czasy były ciężkie ;)

 

Podsumowując: „Dama Kameliowa” nie zachwyciła mnie ani nie urzekła. Choć literacko zdecydowanie nie zaliczyłabym tego dziełka do grafomańskich romansideł, to jednak zbyt pompatyczne traktowanie sytuacji i bohaterów odarło opowiedzianą tu historię z całego uroku i pozostawiło we mnie niesmak. Podobno fabuła tej nieszczęśliwej miłości oparta jest na przeżyciach własnych autora, więc może nie potrafił on się odpowiednio zdystansować do całej sytuacji lub potrzebował uwznioślenia swych namiętności w oczach otoczenia? A może to maniera epoki wymagała takiego ceremonialnego podejścia do wychwalania własnych stanów emocjonalnych czy drżeń duszy? Jednak co za dużo to nie zdrowo. Polecam tylko dla wielbicieli Verdiego i Traviaty – jako ciekawostkę.

czwartek, 13 maja 2010, maioofka
2010/05/13 18:44:16

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
m.tucha
2010/05/13 20:34:24
Zdecydowanie wolę Ojca od Syna ;) Hrabia Monte Christo - ach! Chociaż czytany już bardzo dawno temu :)
-
zosik
2010/05/13 21:30:59
Ja do Dumas ciągot nie mam więc tym bardziej podziwiam za samodzielne zadanie sobie i odrobienie tej pokuty :-)
-
peek-a-boo
2010/05/13 22:50:35
mierzyłam sie z ta ksiazka chyba nastolatka będac. i tez zupełnie mi nie wyszło, ani akcja a ni styl mnie nie zauroczyl, a cały problem wydał mi sie mocno wydumany. No coz jakby nie było dama kamielowa to tylko troszke szlachetniejsza wersja Tredowatej, a ta ostatnia wiadomo jaka slawa sie cieszyla (mam na myśli książke, nie bohaterke ;))
-
maioofka
2010/05/14 01:25:02
M.tucha,
Dumasa ojca nic nie czytałam z tego co kojarzę, może dlatego że jego książki stoją u moich rodziców od lat - zbyt łatwo dostępne :)

Zosik,
:)) Męczeństwo, jak widać, trzeba mieć we krwi w naszym kraju po prostu ;)

Peek-a-boo,
Uff, czyli jednak nie tylko ja nie poznałam się na tym "klasyku" miłosnym ;) Tak sobie teraz myślę, że może Dumas syn miał jakiś kompleks jako dziecko "damy do towarzystwa" i stąd to usilne idealizowanie takich związków?
-
kornwalia.mikropolis
2010/05/15 18:59:44
Damę... czytałam jakoś w liceum zdaje się, też bez większych emocji, książka przyjemna, poprawna, ale zamknęłam ją bez tego szczególnego westchnienia ;)
A wiesz, co do Niebezpiecznych związków, to byłam bardzo rozczarowana. Genialny film, a książka... wiem, wiem, to początek powieści jako takiej i napisana choćby 50 lat później wyglądałaby inaczej, ale jednak...
-
peek-a-boo
2010/05/16 00:03:08
Lieratura (a może panowie literaci) w ogole uwielbia idealizowac tzw kobiety lekkich obyczajów. Kokota o złotym sercu to inny typ postaci, rownie czesto zaludniajacy strony dawnych ksiag ;)
-
maioofka
2010/05/16 12:47:23
Kornwalia,
Dla mnie "Niebezpieczne związki" były jedną z lepszych książek przeczytanych w ostatnich latach. Znając wcześniej ekranizacje zarówno Formana jak i Frearsa, nie spodziewałam się, że książka może jeszcze coś w tym temacie mi zaproponować. Na dodatek kupiłam swój egzemplarz za grosze i miałam zamiar "zaliczyć" go tylko przed pozbyciem się - teraz już wiem, że to jedna z cenniejszych pozycji za złotówkę, jaką udało mi się nabyć :)) Mam zamiar zresztą wrócić jeszcze do Laclosa, więc to dla mnie znajomość na dłużej. I wydaje mi się, że łatka romansu, jaka przylgnęła do tej książki, bardzo jej szkodzi - to nie jest babska literatura rozrywkowa, ale zręczny obraz epoki, fascynujący wielowymiarowi bohaterowie i, wspomniana już wcześniej, wciągająca gra słów, pozorów, osobowości.
Rozpisałam się, ale rzadko książki robią na mnie tak dobre wrażenie, więc bronię i przekonuję jak mogę ;)

Peek-a-boo,
Skoro sama profesja istnieje dzięki panom, to i jej wizerunek muszą odpowiednio kształtować widocznie - transakcja wiązana :)
-
Gość: Skarletka, *.dolsatbelchatow.pl
2010/05/18 21:28:02
Pamiętam, że pierwszy raz dorwałam się do tej książki na rodzinnej imprezie u babci, pod koniec byłam gdzieś w połowie lektury i pamiętam, że udało mi się przegapić tort:) A że czytałam dawno temu, mam zakodowane w pamięci, że podobała mi się ta książka. I chyba jednak nie odważę się przeczytać historii pięknej Małgorzaty raz jeszcze - żeby nie zmienić zdania :)
-
maioofka
2010/05/18 21:52:51
Na rodzinnych "imprezkach" człowiek łapie się każdej sposobności, by przetrwać ten trudny czas ;) Ta książka jest w sumie co jakiś czas wznawiana, więc musi mieć swoją rzeszę wielbicieli.
-
Gość: xx, *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/01/24 23:36:49
widać,że kobiety zazdrosne są nawet o te umarłe lub nieistniejące,sądząc po komentarzach
-
maioofka
2011/01/27 21:03:15
Nie całkiem rozumiem, które to komentarze skłaniają do takich refleksji. Wypowiedzi dotyczą książki jako całokształtu, której autorem jest mężczyzna. Gdzie tutaj miejsce na kobiecą zazdrość?
-
Gość: Vadim, *.play-internet.pl
2011/08/28 09:11:08
Zgadzam się z kolegą, na tyle opinii zamieszczonych przez kobiety, jest raptem tylko jedna przychylna tej książce. Mnie się ona szalenie podobała ale chyba trzeba mieć duszę romantyka aby w pełni ją docenić. Z pozdrowieniami!

V.
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji