Nieśmiałe wyznania czytelniczki.
Blog > Komentarze do wpisu

"Nieznane przygody Mikołajka" Goscinny, Sempe

 

Dzieciństwo już dawno mam za sobą, ale nie książki przeznaczone dla młodszego czytelnika. Czasem lubię sobie zaserwować dawkę beztroski i dziecięcej radości życia, a nadarzyła się ku temu miła okazja: dostałam najnowszy tom opowiadań o urwisach z francuskiego podwórka czyli „Nieznane przygody Mikołajka”.

Książkę wydano niezwykle starannie: kredowy papier, świeże i na dodatek kolorowe ilustracje Sempe'go ożywiają wszystkie historyjki, tkana zakładka dodaje uroku. Ale jak tu być w pełni zadowolonym skoro odnalezionych opowieści jest już tylko dziesięć! Na zaledwie 192 stronach większość to obrazki (niezapomniana kreska artysty i urocze spojrzenie co prawda....), więc tekstu wystarcza na jedno krótkie popołudnie. To stanowczo pozostawia niedosyt w czytelniku.

Na szczęście same przygody Mikołajka, Alcesta, Gotfryda, Kleofasa i reszty chłopców niczym nie odbiegają od wcześniejszych tytułów z tej serii. Niewinne spojrzenie na „śmieszny” świat dorosłych bawi mnie niezmiennie. Wybryki przyjaciół rozpoczynają się lub kończą prawie zawsze bójkami, i choć siła fizycznych argumentów okazuje się nieskuteczna to jednak każda okazja do nabicia komuś guza jest dobra . Na szczęście autor pisał w czasach przed-poprawności politycznej i można się nadal pośmiać z nieposkromionej chłopięcej energii bez zbędnych morałów i pokojowych przekazów edukacyjnych.

Moje ulubione historyjki (z wszystkich tomów serii) dzieją się w domu i dotyczą relacji Mikołajek – rodzice oraz komunikacji na linii tata – mama. Pobłażliwe traktowanie wszelkich docinek i konfliktów między rodzicami przez naiwnego w swej dziecięcej prostocie chłopca rodzi mnóstwo zabawnych komenatrzy. Prowadząca dom matka nie jest tutaj ofiarą losu ale całkiem silną kobietą, która potrafi postawić na swoim, zaś ojciec to wieczny chłopiec robiący głupstwo za głupstwem. Taki obraz tradycyjnej rodziny tamtych czasów z niejednoznacznym przypisaniem sił w związku, jest chyba już sam w sobie łobuzerskim mrugnięciem autora w naszą stronę.

Narracja prowadzona z punktu widzenia Mikołajka to najmocniejsza zaleta książek duetu Goscinny i Sempe. Zaskakujące interpretacje zdarzeń i sytuacji pozwalają dostrzec zabawną stronę świata, o której czasem tak łatwo się zapomina. Odprężenie przy czytaniu tej książki jest gwarantowane. A przecież warto czasem odpocząć od cięższych i wymagających namysłu lektur.

 

wtorek, 13 kwietnia 2010, maioofka
2010/04/13 22:08:00

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/04/13 23:14:46
czytałam moim dzieciom, ale zachwyt nad nowowydanymi częściami ma się nijak do tego, który był naszym udziałem, kiedy czytaliśmy te stare, które należaly jeszcze do mnie, kiedy byłam w ich wieku. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że te małe byly poręczniejsze, a może nam sie przejadło?
-
zosik
2010/04/14 13:08:52
A ja nie czytałam żadnej części i mimo wszystko niespecjalnie mam ochotę to nadrabiać
-
2010/04/14 13:40:43
Kasia.eire, a może w młodości w ogóle łatwiej o zachwyt kiedy wszystko wydaje się wyjątkowe i inne? :) Sama nie pamiętam już kiedy pierwszy raz trafiłam na Mikołajki (podstawówka ośmioklasowa była - tak dawno!), ale te pierwsze "białe" książeczki były moim odkryciem literatury 'do śmiechu'. Teraz to bardziej uśmiech, ale i dla niego warto sobie czasem odświeżyć takie sentymentalne znajomości literackie.

Zosik, nic na siłę. Ale jakoś tak jest, że im bardziej nieufne podejście, tym większa szansa na miłe zaskoczenie i tego Ci życzę :)
Teraz czytam:
poczytnik.wordpress.com



Kontakt: rwanie.bzu@gmail.com





monitoring pozycji